Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

1% podatku za 2018

jedenprocent pieskot1 1

koty i kotkiDzikie dziki
czyli pewna kocia gromadka na naszym osiedlu

Dziki dzik - tak w kręgach kociarzy zajmujących się dokarmianiem i opieką nad kotami wolno żyjącymi zwykło się mówić o tych osobnikach, które boją się człowieka.

"Dzik" nie pozwoli się dotknąć, ba, nawet nie podejdzie do wyłożonego w miseczce jedzenia, jeśli jakikolwiek przedstawiciel rodzaju ludzkiego znajduje się w jej pobliżu. Jeżeli stan zdrowia takiego kota jest na tyle zły, iż konieczna jest wizyta u lekarza weterynarii, do odłowienia go musimy użyć specjalnej klatki-łapki. Tak samo, gdy chodzi o wysterylizowanie delikwenta.


Kocią gromadkę zamieszkującą piwnicę pewnego bloku na naszym osiedlu poznaliśmy pod koniec kwietnia. Naszą uwagę przykuło jedno z piwnicznych okienek, nie było bowiem szczelnie zakratowane tak jak pozostałe, miało wycięty fabrycznie specjalny kwadracik. Wiadomo, jest otwór w piwnicznym okienku - są też koty. Okazało się, że piwnicę zamieszkiwała biało-czarna kotka z dwójką dzieci: burą dziewczynką i biało-burym chłopcem. W piwnicy kręcił się również bury kocur, najprawdopodobniej tatuś. Bardzo szybko zawarliśmy znajomość z panią, do której należała owa piwnica i która opiekowała się dziczkami. Na jedzenie, oprócz wymienionej czwórki, przychodziła jeszcze jedna kotka, nazywana przez wszystkich Szarą. Bury kocur ma na imię Misiek zaś czarno-białą kotkę ochrzciliśmy Lalką. Lalka, mimo że opiekowała się dwójką maluchów, nie przejawiała agresji w stosunku do nas, nie fukała, nie atakowała. Misiek też zachowywał się przyjaźnie. Jedynie Szara wykazywała wszystkie cechy dzikiego dzika. Nie podchodziła blisko, a kiedy dostawała jedzenie, albo nie podchodziła do niego w naszej obecności, albo szybko łapała kęs do mordki i przebiegała na drugą stronę ulicy, by w jakimś ustronnym miejscu spokojnie zjeść "upolowaną" zdobycz.
Dowiedzieliśmy się, że Szara, najprawdopodobniej matka Lalki, wyniosła się z piwnicy, gdy Lalka powiła kocięta, i zamieszkała gdzieś na terenie ogródka przyszkolnego. Swoich wnucząt nie znosiła.
Historia Miśka jest typowa dla wielu wolno żyjących kotów: pojawił się nagle, zaś jego nawyki i zachowanie wskazują na to, iż kiedyś był kotem domowym. Z jakiego powodu stracił swój dom, nie wiemy. Misiek próbuje za wszelką cenę odzyskać status kota domowego. Co rano czeka przed klatką swojej karmicielki, a gdy tylko otworzą się drzwi, wbiega po schodach i sadowi się na właściwej wycieraczce. Całe dnie spędza, wylegując się na kanapie, i dopiero w nocy wraca do piwnicy.
W maju Lalka zaczęła wyprowadzać swoje dzieci na trawnik pod okienkiem. Co rano, mijając to miejsce, witaliśmy się z nią. Była coraz bardziej przyjacielska, wręcz wchodziła nam na kolana. Jednak gdy któreś z nas wyciągnęło rękę w stronę kociaka, Laleczka zaraz stawała się czujna i obserwowała nasze poczynania. Pewnego dnia zobaczyliśmy z daleka Lalkę siedzącą pod piwnicą. Nie podbiegła do nas, my również nie podeszliśmy, bo bardzo nam się spieszyło. Po piętnastu minutach zadzwoniła do mnie pani opiekująca się kocim stadkiem: mała córeczka Lalki nie żyje, potrącił ją samochód, leżała właśnie w tym miejscu, w którym przed chwilką widzieliśmy naszą biało-czarną ulubienicę. Stało się jasne, czemu Lalka nie przybiegła, by się przywitać - czuwała nad martwym dzieckiem. Ten wypadek przyspieszył decyzję o sterylizacji mieszkańców piwnicy. Na pierwszy ogień poszedł Misiek, zaraz po nim na stół operacyjny trafiła Szara. Misiek sam wszedł do transportera i dał się zawieźć do lecznicy mojej siostry. Z Szarą mieliśmy trochę kłopotów, potrzebna była klatka-łapka. Kiedy przekładaliśmy Szarą z łapki do transportera, przechodząca obok pani poprosiła: "Nie zabierajcie, państwo, naszych kotów, one tu mają dobrze. Po co je zabierać?".
Szara po operacji spędziła w lecznicy tydzień. Mimo iż opiekowaliśmy się nią najlepiej, jak potrafiliśmy, nie polubiła nas. Jadła tylko wtedy, gdy nikt nie na nią nie patrzył. Wypuszczona na własne śmieci bardzo się cieszyła.
Kolejny telefon od pani opiekującej się kotami i kolejna zła wiadomość: Lalka wyprowadziła się do innej komórki i wygląda tak, jakby coś jej dolegało. Nie czekaliśmy do momentu, kiedy skończy karmić dziecko; natychmiast zabraliśmy ją na oględziny do lekarza weterynarii. Okazało się, że Lalka była w kolejnej ciąży, jednak tym razem płody w jej brzuszku były martwe. Błyskawiczna operacja uratowała życie naszej piwnicznej koteczce. Przez tydzień po zabiegu Lalka musiała przebywać pod kontrolą weterynaryjną, jednak w lecznicy zachowywała się zupełnie inaczej niż Szara. Barankowała, jadła za trzech, głośnymi miaukami dopominając się o kolejną miseczkę mięska. Gdy rezydowała w lecznicy, wiele osób pytało się o nią: Gdzie jest? Czemu jej nie widać? Nasza ulubienica podbiła wiele serc. Kiedy odwieźliśmy ją do "domu", wręcz się na nas obraziła i przez kilka dni nie wychodziła na przywitanie.
Podczas gdy Lalka się kurowała, jej mały synek zmężniał i postanowił przestać być dzikim dzikiem. Laluś, bo tak go nazwaliśmy, we wszystkim naśladuje swoją rodzicielkę, niestety jest mniej ostrożny, Lalka, gdy coś jej nie odpowiada, potrafi pokazać pazury; jej syn tego nie robi. Laluś całkowicie ufa człowiekowi. Rano, idąc do garażu, obowiązkowo musimy przywitać się z "naszymi dzikami". Nie sposób przejść obok piwnicy bez głasków. Państwo "L" pojawiają się bezszelestnie, kilka razy udało się im mnie przestraszyć. Nagle tuż przy nodze pojawia się kot, który następnie daje susa do przodu i wywraca się do góry brzuchem. Podobny ceremoniał odbywa się wieczorem, gdy wracamy do domu - z tą różnicą, że wieczorem musimy płacić myto. Są nim zazwyczaj świeżutkie polędwiczki z kurczaka. Jeśli koty ich nie dostaną, gonią nas po całym osiedlu. Gdy nie uda mi się kupić tego przysmaku, wracamy do domu inną drogą by uniknąć pościgu.
Ostatnio, kiedy odchodziliśmy od okienka po skończonej przez koty kolacji, usłyszałam fragment rozmowy idących chodnikiem dwóch pań: "Uważaj, zaraz nas dopadnie ta wariatka, no ta czarno-biała kotka, i będzie trzeba ją głaskać".
Szara, która z nadejściem chłodu wróciła do ciepłej piwnicy, też zachowuje się inaczej. Nie nadstawia co prawda brzucha do głaskania, nic z tych rzeczy, jednak gdy tylko nas usłyszy, wystawia głowę przez otwór w okienku i czeka na swoją porcję polędwiczek. Muszę je jej położyć i odejść - wtedy dziki dzik chwyta swą zdobycz w pyszczek i znika z nią w czeluściach piwnicy.
Siostra opiekunki piwniczniaków opowiadała nam o takim wydarzeniu. Wyszła ze swoją sunią staruszką na spacer, sunia dreptała powolutku chodnikiem. Gdy pani się odwróciła, zobaczyła, że za sunią kroczy Misiek, za Miśkiem Lalka, zaś za Lalką - dziki kot. Dziki kot? Stanęliśmy osłupiali. "No, Laluś, ale ja go nazywam dzikim kotem" - dokończyła z uśmiechem pani.
Zachowanie Lalusia bardzo nas niepokoi, kot wolno żyjący nie powinien tak ufać człowiekowi. Z Lalusiem można zrobić wszystko, czasami aż się na niego złoszczę, iż nie jest takim dzikim dzikiem jak Szara. Boję się, że jego wiara w dobroć ludzką może się źle skończyć. Lalka ostrożniej dobiera przyjaciół, nie wszyscy widują jej wystawiony do głaskania brzuch.

Tekst i foto: zosia&ziemowit

KOT 2 - luty 2009
magazyn dla miłośników kotów.


Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.