Ostatnio znalazłam artykuł w sieci o dobroczynnym wpływie wapnia. Szwedzcy badacze wykazali, że więcej wapnia w pożywieniu zmniejsza umieralność zarówno kobiet jak i mężczyzn.
Przebadano 23 000 ludzi przez 10 lat i okazało się, że ci, którzy mieli w diecie więcej wapnia byli mniej narażeni na śmierć z jakiegokolwiek powodu. Wapń zmniejsza ciśnienie krwi, zmniejsza poziom cholesterolu i cukru we krwi.
Wszytko to bardzo fajnie tylko skoro trzeba jeść więcej wapnia to co jeść. Ludzie badani w trakcie tego eksperymentu nie brali żadnych suplementów diety lecz wapń w ich diecie pochodził z mleka i jego przetworów i produktów zbożowych.
Znaczyło by to, że należy jeść jak najwięcej serków, pic mleko i opychać się mącznymi rzeczami. Jakoś nie wydaje mi się to sensowne.
W młodości interesowałam się bardzo zagadnieniami zdrowej żywności i chodziłam na wiele wykładów na ten temat. Wykładowcy różnili się w poglądach na różne tematy. Choćby jedni byli zwolennikami jedzenia masła a inni tłuszczów roślinnych. Ale wszyscy byli zgodni, że wszelkiego typu serki są gorsze niż mięso. Przejęłam się tym i nie jadam serków. A przynajmniej jem ich bardzo mało. Ser żółty jest dla mnie właściwie wykluczony bo jest migrenogenny.
Serków topionych nie lubię.
Mleka też nie lubię. To znaczy niby mi smakuje ale nie ciągnie mnie do niego. W zasadzie mleka w ogóle nie piję.
Było tyle artykułów, w których ostrzegano przed nadmiernym piciem mleka, że raczej mnie do niego nie ciągnie. Kawa z mlekiem wydaje mi się mdła.
Mój lekarz irydolog, u którego leczyłam się na ciągłe migreny, zakazał mi picia mleka. Jogurty i kefiry i temu podobne tak.
Z kolei moja znajoma lekarka ostrzega przed objadaniem się jogurtami. Twierdzi, że są nie zdrowe dla żołądka, wcale nie zawierają korzystnych bakterii a ich proces produkcji jest daleki od zdrowego.
I komu tu wierzyć.
Nie wierzę też w aktimel. Kiedyś sumienne piłam aktimel przez 2 tygodnie. Nie żałowałam bo rzeczywiście jest super smaczny. Ale żadnej odporności nie nabyłam bo niemal zaraz potem złapałam infekcję.
Aktivię próbowałam raz. Normalnie nie mam problemów z zaparciami więc jej nie potrzebuję. Gdy byłam w szpitalu miałam ten problem i rodzina przyniosła mi aktivię. Pomogło!
Ale wracając do wapnia. Właściwie skąd go brać?
Jak się bronić przed osteoporzą.
Kiedyż żaliłam się lekarce ortopedzie, że nie lubię mleka i jego przetworów więc jak mam się ustrzec osteoporozy.
Poradziła mi jeść dzienni parę fig i migdałów i dużo ruchu. Ruch przede wszystkim zapobiega osteoporozie.
No cóż, niech tylko się skończy ta zima to zapiszę się na jakieś zajęcia ruchowe – jogę lub tai chi.
Ostatnio się trochę rozleniwiłam i wykonuję ćwiczenia siedzące – czyli masuję się pasem odchudzającym.
Fajne przyjemne, siedzę i nic nie robię, pas ćwiczy za mnie. Ale jednak z wiosną trzeba będzie się trochę ruszyć i rozruszać organizm.
Jeśli nie lubię mleka i jego przetworów, i nie mam przekonania, że są takie zdrowe, to pozostają mi suplementy.
Wapń Tiens jest w 95% procentach przyswajalny. Jest to jedyny tego typu produkt na świecie, gdyż tylko ta firma odkryła tajemnicę produkcji przyswajalnego wpania.



